fbpx
ubezpieczenie szkolne

Ubezpieczenia szkolne. Rozpoczyna się gorący okres dla ubezpieczeń NNW dzieci i młodzieży szkolnej. Na zebraniach rodziców rozpoczynających rok szkolny we wrześniu wychowawcy i dyrektorzy będą przedstawiać oferty ubezpieczenia NNW dla swoich podopiecznych. Przedstawienie oferty to jednak zbyt duże słowo. Najczęściej otrzymujemy informacje o wysokości składki za ubezpieczenie. Tyle. Koniec. Rzadko pada nazwa Ubezpieczyciela, a jeszcze rzadziej suma ubezpieczenia. A w ubezpieczeniach NNW suma ubezpieczenia to sprawa najważniejsza. Bo przy procentowym uszczerbku na zdrowiu (np. 2% lub 10%) to ona wyznacza wysokość wypłaconego świadczenia. Inaczej wygląda odszkodowanie przy wypłacie 10% z 10 000 zł, a inaczej z 100 000 zł.

Kilka lat temu przetoczyła się przez media (tradycyjne i te społecznościowe) duża debata na temat ubezpieczeń szkolnych. Z jednej strony telewizja wydawała wyroki na dyrektorów (bo przecież biorą prowizje z pieniędzy rodziców) i twierdziła że szkoły wymuszają zakup ubezpieczeń traktując je jak obowiązkowe. Po drugie (wydawałoby się) sami dorośli (np. na Facebook’u czy Twitterze) wygłaszali swoje opinie o nieopłacalności takich ubezpieczeń („co to jest 200 zł za złamanie nogi„), a po trzecie agenci ubezpieczeniowi ruszyli w bój po szkołach i strasząc nauczycieli nowym prawem (ciekawe jakim?) i podsuwali bokiem swoją cudowną ofertę.

Ubezpieczenie NNW dzieci i młodzieży szkolnej nigdy nie było obowiązkowe. Ubezpieczenie NNW dzieci w szkołach było i jest dobrowolne. Drodzy dziennikarze, rodzice, nauczyciele i wszyscy zainteresowani – szkoła jedynie składa propozycje takiego ubezpieczenia, ale nie może nikogo zmusić do ubezpieczenia.  Jednak dzięki tzw. „poczuciu obowiązku” dzieci były w szkołach ubezpieczane i dzięki temu wiele z nich otrzymywało odszkodowania za złamania, zwichnięcia, skaleczenia czy cięższe wypadki. Dodatkowo szkoła zwalniała co najmniej 10% najuboższych uczniów z opłaty składki. Można przyjąć, iż 80%-90% dzieciaków miało ubezpieczenie NNW, które obowiązywało 24h na dobę na terenie całego świata. Było to więc ubezpieczenie powszechne. Obecnie musimy być jednak realistami. Zacięcie Polaków do zawierania ubezpieczeń dobrowolnych jest tak słabe, że w przyszłości możemy spodziewać się bardzo niskiego odsetka ubezpieczonych dzieci.  Powszechność ubezpieczeń (o co często walczymy) została zmieciona kilkoma szkalującymi programami telewizyjnymi.

Spotkałem się głosami, iż nie opłaca się ubezpieczać dzieci w szkole, ponieważ „co to jest 200 zł za złamanie ręki czy nogi?„. Po pierwsze odszkodowania w ubezpieczeniach NNW wypłacane są na podstawie określonego procentowego uszczerbku na zdrowiu. Określenia dokonuje się zazwyczaj na podstawie dołączonych do oferty tabel. Procent z tabeli mnożymy przez sumę ubezpieczenia i otrzymujemy należne odszkodowanie. Za złamanie ręki w stawie łokciowym przyznawane jest 5%. 5% z najczęściej występującej sumy ubezpieczenia tj. 10 000 zł wyniesie 500 zł. Przy 20 000 zł mamy 1000 zł, a przy 30 000 zł – 1 500 zł. Ale zatrzymajmy się przy tych 500 zł.  Zdaje sobie sprawę, że kilkaset złotych dla jednej rodziny może być kwotą rozczarowującą, ale dla większości, to nadal jest kwota znacząca. Zamożni rodzice mogą dokupić dodatkowo indywidualne ubezpieczenie dziecka. Na pewno na tym nie stracą, ponieważ ewentualne świadczenia zsumują się. Wsparcie w postaci odszkodowania z ubezpieczenia NNW nie musi być, i zwykle nie jest, równowartością kosztów leczenia, ale po pierwsze powszechna opieka zdrowotna w naszym kraju nadal jest bezpłatna, a po drugie ubezpieczenie NNW nie jest ubezpieczeniem zdrowotnym.

W Polsce niestety wszyscy wiedzą wszystko najlepiej (taka już nasza narodowa cecha), a na pewno już wiedzą to, że ubezpieczenie sprzedawane w ich szkole jest gorsze niż to zaaranżowane przez agenta firmy X bez udziału szkoły.  Niestety drodzy rodzice, ale większość z was jest typowymi laikami w dziedzinie ubezpieczeń. Wystarczy, iż zobaczycie niższa składkę i trochę wyższą sumę ubezpieczenia i już wam się wydaje że złapaliście Pana Boga za nogi, a szkoła chciała was oszukać. Niestety, ale za niższa składką i trochę wyższą sumą ubezpieczenia kryje się wąski zakres ochrony waszych dzieci. Dziecko dostanie jeszcze odszkodowanie za złamanie czy utratę narządu. Ale za najbardziej powszechne urazy takie jak skręcenia, wybicia palców czy uszkodzenie aparatu mięśniowego już nie.

Co zatem zrobić? Jak najbardziej ubezpieczać dzieci w placówce oświatowej do której uczęszcza dziecko. Wybrać tam wariant z najwyższą możliwą sumą ubezpieczenia. Dodatkowo jednak sugeruje ubezpieczyć swoje dziecko na sumę 50 000 zł lub 100 000 zł. W takim przypadku wyliczony nawet niski procent uszczerbku na zdrowiu będzie skutkował wysokim odszkodowaniem. W przypadku szkód osobowych świadczenie za doznaną szkodę będzie wypłacane z każdej posiadanej polisy. Składki za tak wysokie sumy są jednak zdecydowanie wyższe niż te oferowane w szkołach. Przy sumie 50 000 zł musimy liczyć się ze składką rzędu 150 zł na rok, a w przypadku 100 000 zł ze składką 300 – 350 zł rocznie.

karta ekuz  
Konrad Gawron
Konrad Gawron
Konrad Gawron
Broker Ubezpieczeniowy. Od 8 lat zarządzam ryzykiem ubezpieczeniowym w małych, średnich i dużych podmiotach gospodarczych. Analizuje ryzyko, przygotowuje program ubezpieczenia, dobieram zapisy szczególne, kreuje zakres i warunki ochrony, negocjuje z zakładami ubezpieczeń. Moim celem jest wskazanie najlepszego ubezpieczenia pod względem ceny i zakresu.Jeśli chcesz zadać mi pytanie zadzwoń (516-216-045) lub skorzystaj choćby z tego maila: biuro@gawron-broker.pl

Nasze serwisy